Ból jest jak igła, kawałek raniącego skórę szkła, niewidoczny dla innych cierń. Ściska, opasuje, kaleczy, rani, zniewala, dręczy, a w końcu zabija. Jest cierpieniem i wybawieniem. Człowiek ogarnięty bólem nie do wytrzymania nie ma już siły myśleć o niczym innym. Nie ma niczego poza nim. Walczy, potem sie poddaje. Akceptuje tę sytuację, przyzwyczaja się do niej , oswaja ból. Uczy się z nim żyć. To stadium jest mi świetnie znane. Cała składam się z bólu. Jest wszędzie, w moim ściśniętym z głodu żołądku, w mojej zranionej duszy, w moim sercu, w którym nie ma już miłości. Walczę z nim na różne sposoby, oszukuję, zabijam w sobie, ale odrasta jak wielogłowa hydra. Moje życie jest bólem, podobnie jak Twoje, Marilyn. Ty jesteś mną, a ja Tobą. To zespolenie sprawił właśnie ból. Nasze udręczone nim ciała cierpią. Czy jest jakiś kres, czy trzeba go sobie wyznaczyć samemu ? Nie mogę Cię o to spytać, ale wiem, że znasz odpowiedź.
Przeklinam Cię ciało !
Wanda Lachowicz. |